W kotulni coraz weselej. W chwili obecnej mamy tam małe przedszkole.
Motokotki rosną jak na drożdżach. Jedzą już samodzielnie, chociaż jeszcze kusi je obecność mamy, więc czasami przyczepią się do cyca. :) W główkach mają tysiąc pomysłów na minutę i nie rezygnują z ich realizacji. :) Klatka wystawowa drży w posadach, a "sąsiedzi" na dole nie mogą spać spokojnie. Moto-mama Cayenne, powoli nie panuje nad swoimi skarbami i nieraz musi je upomnieć dobitnym miauknięciem. :)
Ostatnio do swojego domku poszła motokotka - Corvetta. Kilka chwil przed opuszczeniem kotulni, zaprezentowała jeszcze swoje akrobatyczne zdolności. Będzie nam jej brakować, ale z tego co wiemy, bardzo dobrze czuje się w nowym domku, z nowym towarzystwem.
Na początku maja w kotulni zamieszkała też ferajna z Piątkowa - batorzaki, wraz z mamą. Jak to na dzieci przystało, one także nie próżnują i realizują swoje wariactwa. Jednym z ulubionych zajęć jest gra w golfa, czyli wyrzucanie myszki, lub innej zabawki z kuwety. :) Oprócz tego : wspinaczki, wyścigi, a także zapasy są w codziennej normie. Mama cierpliwie znosi pomysły swoich dzieci.
"Dorośli" nie panują nad sytuacją i sami trochę dziecinnieją. Nawet Cleo, która do tej pory uchodziła za nieśmiałą i wycofaną koteczkę, rozbawiła się przy maluchach.
W wolnych chwilach powraca jednak jej spokój i opanowanie i razem z Cezarem wylegują się na słońcu, lub na parapecie. Są ze sobą bardzo związani i wprost nie mogą bez siebie żyć. Ta kocia "miłość" nas rozczula. :)
Tak więc wygląda typowy dzień w kotulni. Pracy jest teraz co niemiara, ale ile radości wynikającej z obserwacji tego jakże zacnego grona. ;)
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kotulnia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kotulnia. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 23 maja 2011
piątek, 22 kwietnia 2011
Kocia rodzinka tydzień później
Kolejny tydzień za nami. Kolejny dyżur w kotulni. Maluchy rosną w oka mgnieniu. Aż trudno uwierzyć w to, że jeszcze niedawno dość niestabilnie stały na własnych nóżkach. A teraz nie dosyć, że wyglądaja jak małe puchate kuleczki, są coraz bardziej ciekawskie i pomysłowe. Zaczynają się pierwsze przechadzki po kuwecie, które kończą się zazwyczaj wysypaniem całej jej zawartości, pierwsze bijatyki, zaglądanie w miseczki mamy.... Aż miło patrzeć, więc dyżur się wydłuża i wydłuża.... ;)
Subskrybuj:
Posty (Atom)